Ks. prof. Józef Sztonyk *8 III 1933 +19 IV 1989 Drukuj Email

 

 

ks jozef

Józef Sztonyk urodził się 8 marca 1933 roku we wsi Nowostawce, pow. Buczacz (woj. tarnopolskie) i w tejże parafii został ochrzczony 16 marca tegoż roku. Rodzicami byli Mikołaj i Barbara z d. Liczner. W Nowostaw-cach przyjął w 1940 roku I Komunię Św., a parę lat później wstąpił w szeregi Sodalicji Mariańskiej. W 1945 roku, dzieląc los wielu tysięcy rodzin polskich, musiał z rodzicami i rodzeństwem opuścić strony rodzinne, aby wyruszyć na zachód, nad Odrę, na tereny przyznane Polsce w powojennych traktatach. Osiedlili się na niewielkim, siedmiohektarowym gospodarstwie opodal Prudnika we wsi Czyżowice (parafia Niemysłowice). Tu ukończył szkołę podstawową, a w 1951 roku w Prudniku szkołę ogólnokształcącą i zdał egzaminy maturalne z bardzo dobrym wynikiem. Zgłosił się z miejsca do Wyższego Seminarium Duchownego Śląska Opolskiego w Nysie. W ankiecie przed przyjęciem napisał: „myśla­łem o obraniu stanu duchownego od dzieciństwa i kieruję się tym, że w stanie kapłańskim będę mógł najwięcej uczynić dobrego dla ludzi i najle­piej zbliżyć się do Boga". Polecali go do seminarium jego proboszcz ks. Antoni Wawrzyński i katecheta o. Pius Bełch, dominikanin. Proboszcz podkreślał, że kandydata w wysokim stopniu cechują wartości moralne i społeczna a o. Pius pisał, że zawsze uczestniczył w nauczaniu religii, choć musiał drugi raz rowerem dojeżdżać do Prudnika i że zamiar wyboru kap­łaństwa ujawnił już w ósmej klasie (pierwszej gimnazjalnej).

Po studiach seminaryjnych, ukończonych również z bardzo dobrymi ocenami, przyjął 17 czerwca 1956 roku święcenia prezbiteriatu w katedrze opolskiej z rąk ks. biskupa częstochowskiego Zbigniewa Golińskiego. Pierwszą placówką była Sośnica k. Gliwic. Został tam mianowany wika­riuszem po wyrażeniu zgody przez Wojewódzki Urząd d/s Wyznań w Stalingrodzie. Po roku pracy duszpasterskiej skierowany został przez ks, bp. Franciszka Jopa na studia do Lublina. Miał specjalizować się w homile­tyce, ale wówczas nie było jeszcze odpowiedniej katedry ani sekcji teologii pastoralnej, która dopiero się organizowała. Studiował więc na sekcji teo­logii moralnej, jednak pracę licencjacką napisał na temat polskiego kaznodziejstwa młodzieżowego w okresie międzywojennym. Bezpośrednio po przedłożeniu pracy i zdaniu egzaminów licencjackich w 1960 roku przyszedł do seminarium jako drugi prefekt, obok ks. J. Bagińskiego. Przejął część ćwiczeń z homiletyki i wykład z dykcji (fonetyki pastoralnej). Usiłował stawać zawsze bardzo blisko kleryków i być wychowawcą z pozycji przyjacielskiej i koleżeńskiej. Angażował się równocześnie w pracy parafialnej wspomagając najczęściej ks. Józefa Paszkiewicza w Ścinawie, gdzie w każdą niedzielę należało obsłużyć duszpastersko pięć kościołów. Po dwu latach, w 1962 roku, uzyskał zwolnienie z obowiązków prefekta, by mieć czas na przygotowanie rozprawy doktorskiej. Zamieszkał w domu przy ul. Bramy Grodkowskiej 5 w Nysie. Pozostał w kontakcie ze Ścinawą i gdy w lipcu 1965 roku zachorował ks. Paszkiewicz został tam wikariu­szem kooperantem u boku ks. J. Gensera jako administratora parafii. Po półtora roku, w grudniu 1966, objął jako wikary ekonom parafię w Domaszkowicach (do września 1967). W tym czasie przejął naukę języka łacińskiego w seminarium na II i III roku i przy nauczaniu łaciny na naj­starszych latach pozostał do końca roku akademickiego 1987/88. Zamia­nowany też został egzaminatorem prosynodalnym. W lutym 1968 roku objął parafię Sidzina i został dziekanem dekanatu skoroszyckiego. Po pię­ciu latach (nominacja z dnia 4 września 1973) przeniesiony został do para­fii Jełowa. Był tylko dwa lata. Przejście na emeryturę ks. prof. K. Gumola spowodowało, że całą homiletykę, i wykłady i ćwiczenia,przyjąć musiał od października 1975 roku ks. Sztonyk. Wrócił więc na mieszkanie do Nysy (ul. Bramy Grodkowskiej 5), a od 1976 roku, po odejściu ks. wicerektora J. Bagińskiego, przejął na kilka najbliższych lat, wszystkie godziny języka łacińskiego. Równocześnie zamianowano go wizytatorem nauczania religii na wszystkich poziomach w dekanatach poludniowo-zachodnich diecezji. Dawało mu to stałą okazję do kontaktu z księżmi, duszpasterstwem i katechezą, co było jego żywiołem i bez czego trudno mu było żyć. Taki stan rzeczy trwał jednak tylko rok, bo w grudniu 1976 zlecono mu obsługę parafii Wierzbnik, choć bez katechizacji.

Nowy ordynariusz, ks. bp A. Nossol, powierzył mu w styczniu 1978 roku, po śmierci ks. prof. A. Kubika, parafię św. Dominika w Nysie, co łatwiej pozwalało godzić duszpasterstwo z pracą w seminarium. Urząd Wojewódzki d/s Wyznań długo nie wyrażał na to zgody, gdyż ks. Sztonyk nie zgłosił się na rozmowę. W 1982 r. wybrany został do Diecezjalnej Rady Kapłańskiej. Z początkiem roku akademickiego 1987/88 przejął od ks. Sztonyka wszystkie zajęcia z homiletyki ks. H. Simon, który z tej dyscypliny ukończył studia specjalistyczne na KUL-u. W październiku 1981 roku doszła ks. Józefowi inna praca duszpasterska — został miano­wany kapelanem Zakładu Karnego położonego na terenie jego parafii. Było to zupełnie nowe doświadczenie pastoralne, a sam kapelan okazał się niezwykle potrzebny, gdy 13 grudnia 1981 roku znalazło się tam kilkuset więźniów politycznych przede wszystkim z Wrocławia. W tym okresie ujawnił w całej pełni swój dar podejścia do ludzi, podejmowania ich trud­ności, nawiązywania kontaktów, otwierania ludzkich serc dla spraw bożych. Pracę tę uważał za bardzo ważną, dawała mu wewnętrzną satys­fakcję, ale też niezwykle absorbowała, nawet gdy uwięzieni byli sukcesyw­nie zwalniani, zostały bowiem zadzierzgnięte trwałe więzi duszpasterskie i przyjacielskie.

W grudniu 1983 roku ks. Sztonyk przyjął kolejną, ostatnią juz placówkę duszpasterską — parafię Dąbrowa Opolska. Byt tu krótko. Niespodzie­wanie zaskoczyły go pierwsze objawy choroby. Ignorował je. Zawsze zdrowy, wysportowany, łatwo zadowalający się spartańskimi warunkami życia, lubiący turystykę; nie uznawał leżenia z powodu grypy, przeziębie­nia, czy jakiejś tam anginy i tym razem nie chciał dopuścić myśli o choro­bie, tym bardziej szpitalu. Ale rzeczywistość okazała się silniejsza i bolesna. W czerwcu 1987 roku musiał poddać się w szpitalu w Niemodli­nie pierwszej operacji z powodu kamicy woreczka żółciowego. Druga ope­racja miała miejsce pod koniec roku w Zabrzu. Zdawał się potem wracać szybko do zdrowia i chyba wobec samego siebie usiłował dowieść, że „nic mi nie jest". Ale już od października 1988 potrzebował stałego zastępstwa a w listopadzie i ponownie w marcu następnego roku musiał szukać miejsca w klinice we Wrocławiu. Nie udało się zatrzymać szybkich postę­pów choroby, choć orzeczenie „przewlekłe zapalenie trzustki" nie brzmia­ło tragicznie, lekarze nie zdecydowali się już na kolejną operację, nie widzieli szans uratowania życia. Wrócił do siebie na parafię. Dogorywał. Zaprzyjaźniona miejscowa rodzina, z nadzieją wbrew wszelkiej nadziei, zasugerowała mu przewiezienie do szpitala klinicznego w Mainz nad Renem, licząc chyba na cud. Uległ, podjął propozycję wyjazdu samocho­dem. Po drodze potrzebne już były zabiegi reanimacyjne, a nazajutrz 19 kwietnia 1989 roku rano zmarł w Moguncji. Nie odszedł nagle, a do końca trudno było dopuścić myśl, że nie będzie już w stanie wrócić do pracy w parafii i w seminarium, że po opuszczeniu szpitala pożyje może tygodnie, a może tylko dni. On sam już wtedy był zapewne w pełni świadom swego stanu zdrowia, mimo rozpaczliwej decyzji wyjazdu do Moguncji.

Eksportacja do kościoła parafialnego w Dąbrowie w poniedziałek 24 kwietnia i pogrzeb następnego dnia byty manifestacją przyjaźni i życzli­wości, jaką darzyli parafianie swego duszpasterza. Żegnali go jak kogoś bardzo bliskiego, choć byt w parafii tylko pięć lat. Mszę świętą pogrze­bową odprawi) na placu kościelnym ks. Biskup Ordynariusz. Żegnał ks. Józefa przemówieniem poruszającym i bardzo osobistym. Wykorzysta! tę osobę i tę okazję, aby zachęcić i napomnieć duchowieństwo i wiernych do jedności ponad różnice pochodzenia terytorialnego i języka,ponad zako­rzenionymi czasem uprzedzeniami. Pochowany zostai na miejscowym parafialnym cmentarzu.

Seminarium Śląska Opolskiego klerycy i grono wykładowców stra­ciło w Zmarłym kogoś wszystkim bliskiego, kto wnosił osąd życia i ludzi bardzo trzeźwy i bardzo przyjazny zarazem, kogoś kto był przykładem dyspozycyjności — szedł na każdą placówkę, i duszpasterską i dydakty­czną, gdzie był potrzebny, gdzie powoływali go przełożeni kościelni.

Ks. prof. Józef Sztonyk otrzymał pośmiertnie 3 września 2007r. w Kędzierzynie-Koźlu odznakę „Honorowy Członek NSZZ Solidarność Śląska Opolskiego”.